Ks. prof. Dziekoński: Każda epoka przynosi wyzwania, trzeba odnaleźć nadzieję
  • Katarzyna PinkoszAutor:Katarzyna Pinkosz

Ks. prof. Dziekoński: Każda epoka przynosi wyzwania, trzeba odnaleźć nadzieję

Dodano: 2
Ks. prof. Stanisław Dziekoński
Ks. prof. Stanisław Dziekoński / Źródło: TOMASZ RADZIK/SE/East News
Przeżywamy trudną sytuację, widzimy, jak odbija się ona na zdrowiu psychicznym, jak bardzo w czasie epidemii COVID-19 pogłębił się problem depresji, samobójstw wśród dzieci i młodzieży. Nie jesteśmy jednak jedynym pokoleniem, które musi zmierzyć się z ogromnym problemem społecznym. Pokolenia, które nas poprzedzały, również musiały zmagać się z wyzwaniami. Co dawało im siłę, by przetrwać? Największym wyzwaniem jest dziś odnalezienie nadziei i pamięć, że zanim przyszedł poranek wielkanocny, trzeba było się zmierzyć z Wielkim Piątkiem – mówi ks. prof. Stanisław Dziekoński, rektor UKSW w latach 2012-2016 i 2016-2020, twórca wydziału medycznego na UKSW.

Wielkanoc to święta nadziei, jak jednak odnaleźć ją, gdy epidemia może potrwać jeszcze miesiące, codziennie umiera 300-400 osób z powodu COVID, a wielu pacjentów nie może znaleźć pomocy medycznej z powodu niewydolności systemu?

Ten trudny czas nadszedł przed bardzo ważnymi dla chrześcijan świętami. Z jednej strony czekamy na radosne Alleluja, a z drugiej przygnębia nas sytuacja związana z koronawirusem. Przypominam sobie podobny okres ubiegłego roku, który wcale nie był czasem łatwiejszym, gdy kontakt z innymi osobami był bardzo utrudniony. Sam otrzymywałem wiele informacji, zwłaszcza od osób starszych, które w każdym trudnym momencie życia poszukiwały otuchy i nadziei w kościele. Ograniczenia oddzieliły ich od tego, co zawsze było dla nich kołem ratunkowym, światełkiem w tunelu. Dziś przeżywamy również trudną sytuację, widzimy, jak odbija się ona na zdrowiu psychicznym, jak bardzo w czasie epidemii COVID-19 pogłębił się problem depresji, samobójstw wśród dzieci i młodzieży. Jest ogrom psychologicznych problemów, które narastają u dorosłych. Jesteśmy obciążeni informacjami o zachorowaniach, o tragedii, która dotyka wielu rodzin. To ogromna trauma, każdy czuje się niepewnie. Znam osoby, które mimo że nie zachorowały na COVID, żyją w ogromnej niepewności. Im bardziej wydłuża się pandemia, tym bardziej zwiększa się ich niepokój, co będzie, gdy zachorują.

Warto jednak zwrócić uwagę, że nie jesteśmy jedynym pokoleniem, które musi zmierzyć się z ogromnym problemem społecznym. Oczywiście, jego skala przeraża, gdyż dotyka całego świata. Jednak pokolenia, które nas poprzedzały, również musiały zmagać się z wieloma wyzwaniami i nieoczekiwanymi sytuacjami. Co dawało im siłę, by przetrwać? W wielu przypadkach nadzieja płynąca ze zmartwychwstania, z prawdy o zwycięstwie Chrystusa nad złem i śmiercią, perspektywa życia wiecznego. Przywołuję elementy teologiczne, by pokazać, jaką siłę daje ludziom prawdziwa nadzieja. Dziś największym wyzwaniem jest jej odnalezienie i pamięć o tym, że zanim przyszedł poranek wielkanocny trzeba było się zmierzyć z Wielkim Piątkiem.

Przed wybuchem epidemii wydawało się, że medycyna może już niemal wszystko, potrafimy coraz lepiej uporać się z rakiem, pojawia się nadzieja na leczenie wielu chorób genetycznych. Okazało się to mrzonką?

Niewątpliwie możemy poszczycić się wieloma osiągnięciami w medycynie. W leczeniu chorych pokonujemy coraz więcej barier. Pojawiają się nawet głosy, że jesteśmy o krok od programowania człowieka, jakim chcemy, żeby był. Pandemia pokazała jednak, jak nieprzewidywalne może być życie, ile trzeba poświęcić czasu i zdolności, by skutecznie stawić czoła chorobie, jak bardzo ważna jest pokora w forowaniu różnych opinii.

Wydawało się też, że możliwości medycyny pozwolą szybko znaleźć lek, szczepionkę. Szczepionki są, ale nadal jest wiele niewiadomych, czy zakończą epidemię.

W sytuacji COVID-19 widzimy, jak jesteśmy słabi w zetknięciu z naturą. Mówimy o leczeniu, o konieczności szczepień, a równocześnie widzimy słabość tego przekazu. Rok temu, w ogólnym odbiorze, w szczepionka przeciw COVID-19 była postrzegana jako jedyne i skuteczne remedium na pandemię. Dzisiejsze doświadczenia, zbierane w Polsce i poza granicami naszego kraju, ewidentnie pokazują, że nie do końca tak jest: nie wszyscy chcą się szczepić, nie wszyscy mogą od razu dostać szczepionkę, wielu przejawia obawy co do jej skuteczności czy późniejszych skutków. Lawinowo rośnie liczba komentarzy, czasami skrajnych. Dzięki mediom łatwo docierają one do licznych odbiorców. Przeciętny człowiek łatwo może się pogubić w chaosie informacyjnym, graniczącym niekiedy z dezinformacją. Taki stan, potęgowany brakiem pełnego i bezpośredniego kontaktu z innymi, u wielu osób wywołuje lęk, sprzyja powstawaniu depresji.

W tej sytuacji trzeba wszystko zrobić, by nikt nie czuł się osamotniony, pozbawiony kontaktu z innymi i możliwości wzmocnienia sfery duchowej, która zawsze, w każdej walce – zwłaszcza z chorobą, jest ważna. Pandemia uświadomiła nam bardziej, że człowiek potrzebuje bezpośredniego kontaktu z innymi, jest istotą psychofizyczną. Wymiar duchowy otwiera człowieka na nadprzyrodzoność, dzięki czemu bardziej możemy doświadczyć tego, że w żadnym momencie swego życia nie jesteśmy sami. Łatwiej wówczas zrozumieć, że po Wielkim Piątku następuję poranek zmartwychwstania, wpisany w dzieło pomocy człowiekowi. Przeżywane tajemnice Wielkiej Nocy dają nam jednoznaczny przekaz, że nie możemy zatrzymać się na tragedii związanej z cierpieniem, zagrożeniem życia czy śmiercią.

To, że może być trudniej, mówi wielu ekspertów. Niedawno tak nawet mówił minister zdrowia: jest źle, przygotujmy się na bardzo ciężkie tygodnie.

Wydaje mi się, że należy oddzielić przedstawienie realnej oceny danego stanu rzeczy od celowego budzenia niepokoju. Rzeczywista ocena i obiektywna prezentacja tego, co jest i co nas czeka, połączona ze wskazaniem odpowiednich działań, jest jak najbardziej potrzebna. Natomiast lękiem napawa odbieranie człowiekowi nadziei, skupienie się tylko na tym, co złe. Patrząc na historię, niewiele można znaleźć okresów, w których ludzie mogli spokojnie się rozwijać. Każda epoka przynosiła wyzwania, nieprzewidywalne i trudne do pokonania sytuacje. Takie momenty były często sprawdzianem tężyzny duchowej ludzi. Wielu z nich dzisiaj podziwiamy za odwagę, bohaterstwo, budzenie i podtrzymywanie nadziei w innych.

Szczególnie trudna jest dziś sytuacja osób chorych na COVID w szpitalach; nie można do nich przyjść, lekarze są w maseczkach, nie widać ich twarzy. Jak chorzy mają tę sytuację przetrwać? I jaka jest rola lekarzy, pielęgniarek, całego personelu medycznego w tym wyjątkowym czasie?

Niewątpliwie sytuacja jest trudna. Obostrzenia związane z bezpieczeństwem innych nie pozwalają na kontakt fizyczny znajdującego się w szpitalu chorego z rodziną. Jest to bardzo duże obciążenie psychiczne dla pacjenta. Nie każdy pacjent jest w stanie zadzwonić, porozmawiać. Z pewnością taka izolacja, jakkolwiek konieczna, nie sprzyja wychodzeniu z choroby.

W sytuacji, gdy chorzy są oddaleni od swoich bliskich, zadania lekarzy i personelu medycznego są o wiele większe niż wcześniej. Chory oczekuje nie tylko pomocy medycznej, włączenia leków, podania tlenu, podłączenia pod respirator. Potrzebuje też bliskości drugiej osoby. Na personelu medycznym spoczywa dziś szczególny rodzaj odpowiedzialności za drugiego człowieka, za jakość życia pacjenta. Towarzyszenie mu może wyzwolić w nim dodatkową siłę do walki z chorobą. Posługa personelu medycznego jest misją, a w jakiejś mierze nawet powołaniem.

Wielu lekarzy czuje to powołanie, stąd praca w trudnych warunkach. Choć trudno myśleć o powołaniu, gdy spędza się dobę na SOR czy na oddziale, gdzie coraz więcej jest pacjentów wymagających pomocy, dzwonią rodziny, dopytując o bliskich, jest stres, czy każdemu uda się pomóc...

Każda sytuacja jest inna. Jest rzeczą zrozumiałą, że przy natłoku spraw lekarz nie ma czasu na długą rozmowę z pacjentem. Pozostaje jednak pytanie, czy naprawdę nie można nic zrobić? Często wystarczy życzliwe popatrzenie w oczy, uściśnięcie dłoni, dotknięcie ręką twarzy. Są to gesty, które niosą istotne przesłanie: „Jesteś dla mnie ważny, jesteś mi bliski”. Niejednokrotnie dzięki takim prostym gestom dochodzi do głosu prawda o godności człowieka, będąca najgłębszą racją etyczną, żeby nieść pomoc osobie chorej i cierpiącej.

Ks. prof. Stanisław Dziekoński jest profesorem nauk społecznych, był rektorem Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w latach 2012-2016 i 2016-2020, kieruje Katedrą Pedagogiki Kultury i Edukacji Międzykulturowej na Wydziale Nauk Pedagogicznych UKSW.

Więcej możesz przeczytać w 13/2021 wydaniu tygodnika Do Rzeczy.

Źródło: DoRzeczy.pl
-
 2
Czytaj także